W lutym urodziłam syna. Bardzo wiele w moim życiu się od tego czasu zmieniło, przede wszystkim priorytety. Staram się dbać jak najlepiej o Mikołaja, jednocześnie nie zapominając o sobie i mężu. Czy mi się udaje? Trudno powiedzieć. Ważne, że próbuję.
wtorek, 31 maja 2011

Taki medyczny poniedziałek. Nic nie zapowiadało, że skończy się na pogotowiu :( Zaszczepiliśmy Miołaja. Wszystko ładnie, pięknie. Waży już 8,020 kg! i sprawuje się fantastycznie. Prawie nie płakał, zaczepiał pediatrę, uśmiechał się. Z rączką - miał złamany obojczyk - już prawie wszystko bdb. Dzisiaj ma jedynie leką gorączkę i gorzej spał.

Za to mąż zaczął się źle czuć, pomijam całą historię i dolegliwości, o 1 w nocy wezwałam pogotowie. Wyrostek. Operacja. Będzie w szpitalu kilka dni, potem też sporo ograniczeń. Dobrze, że zdążył dojechać na oddział. Prawdopodobnie przez jakiś czas będzie mniej wpisów w związu z tym.

poniedziałek, 30 maja 2011

Działo się dużo, stąd paradoksalnie brak wpisów. W tym roku pierwszy raz obchodziłam Dzień Matki jako mama. Dostałam od synka [męża?] 21 róż... Bukiet jest piękny, uśmiech syna jeszcze ładniejszy, a mi doszło święto i to jakie.

róże na dzień mamy

W sobotę pojechaliśmy do prababci Mikołaja. Udało nam się dzięki mojej mamie, która nas zawiozła. Bardzo się cieszę, bo babcia była wzruszona, nie spodziewała się wizyty. Zakochana w małym i trudno się dziwić, ale ja obiektywna zdecydowanie nie jestem. Podróż "do" zniósł bdb, powrotna już był gorsza, bo fotelik jednak najwygodniejszy nie jest, plus tyle nowych osób, ale po nocy w niedzielę już właściwie nie było widać zmęczenia.

Za to wrażeń nie koniec, bo przyjechali do nas znajomi z pięknym misiem/lwem dla M.  Zrobię zdjęcie jak go ujeżdża, bo widok genialny. Cudna maskotka. Spotkanie udane, choć przyznam, że byłam maksymalnie zmęczona. A tu zdjęcie na rogalu - nauka siadania, właśnie lekko spada, ale czy wygląda jakby go to zrażało?

[było zdj]

I równie ważne, w niedzielę zjadł pierwszą łyżeczkę marchewki :D Szykowałam się na bitwę, założyliśmy śliniaczek sama okryłam się tetrą, a tu kulturalne jedzonko z uśmiechem, choć początkowa mina do zachwyconych nie należała, to pod koniec się rzucał na łyżeczkę. Złych reakcji układu pokarmowego czy zmian na skórze zero, więc dzisiaj dwie łyżeczki dostanie. Jutro trzy i tak dokońca tygodnia, a potem się zobaczy. Nim się obejrzę jeden posiłek mleczny zastąpimy. Widać zmianę nastawienia plus moje zmęczenie, ale dokumentacja musi być :)

[było zdj]

Dostałam nowy telefon, bo moje niestety już się za bardzo do rozmów nie nadawały i odkryłam piękno mBooków :) Może spacery będą jeszcze dłuższe? Pozdrawiam i szykuję się na szczepienie - brrr. Taki zdjęciowy wpis mi wyszedł

wtorek, 24 maja 2011

Mleko MamyTo nowa akcja propagująca karmienie piersią organizowana przez Hafiję. Jestem za, ale od razu zaznaczam, że nie uważam, by osoby karmiące butelką były gorszymi mamami, myślę, że miały swoje powody, a każda matka - przynajmniej w teorii - robi to, co uważa za najlepsze dla swojego dziecka. Obawiam się, że niestety część kobiet potraktuje tę akcję jako kolejny powód do poczucia winy. Reakcja Witaaminki, która stoczyła prawdziwy bój o mleko i karmi swoim, choć odciąganym jest najlepszym przykładem, choć powinna raczej być dumna z tego, że się nie poddała od razu, bo tak byłoby łatwiej, a walczyła. Przechodząc do tematu :)

Chwila, w której Mikołaj się do mnie przytula, obejmuje pierś rączkami i ufnie ssie, wydając przy tym rozkoszne odgłosy, patrzy w oczy, a czasami w stanie całkowitego błogostanu usypia, jest jedną z najwspanialszych momentów w moim życiu. To niesamowita bliskość, duma i radość, że ta mała istota żyje i rozwija się dzięki temu, że mój organizm, czyli ja, produkuje wszystko czego potrzebuje. To niezwykłe i fantastyczne uczucie i chyba nikogo nie muszę do tego przekonywać. Pomijam nawet wszelkie zdrowotne aspekty, fakt, że tak decyduje natura, skład mleka jest odpowiednio dostosowany do momentu rozwojowego dziecka, jest zawsze ciepłe, pod ręką itd.

Teraz trochę ponarzekam, bo nie chcę by ktoś odniósł wrażenie, że to same plusy lub był rozczarowany, gdy sam zacznie karmić, a okaże się, że nie jest tak różowo. Fakt, w mojej sytuacji nigdy bym się nie zdecydowała na sztuczne karmienie i jestem szczęśliwa, że nie mam problemów, mały ślicznie ciągnie, produkcja jest i to nawet czasami aż za dużo, więc teraz raczej narzekanie i uświadamianie, niż powody by przestać, ale i z nimi należy się liczyć.

  1. Tylka ja mam mleko - bajka, bo jestem niezastąpiona, koszmar, bo jestem uwiązana. Słodkie paradoksy i broń mająca dwa końce ;) Teraz jest już lepiej, bo a) Mikołaj je co 3-4 godziny, b) spokojnie mogę odciągnąć, a syn ładnie z butelki też zje (przeważnie, bo zdarza się protest). Niestety, jak wyjdę na dłużej, to na uparego małemu można zrobić mieszankę, ale problemem staję się ja, bo muszę odciągać pokarm, czyli nosić laktator, plus znaleźć odpowiednie miejsce;
  2. Wszędzie słyszę, że jest bezpłatne, błąd, jest tańsze, ale: laktator (może nie obowiązkowo, ale u mnie był konieczny przez pierwsze tygodnie, bo M. nie wypijał wszystkiego, a mój organizm chyba myślał, że mam bliźnięta lub trojaczki, więc odrobinę odciągałam, by zlikwodować kamień i spowodowany nim ból, plus nikontrolowane wycieki, ale na tyle mało, by nie pobudzać laktacji; mam Tommee Tippe ręczny wg mnie bdb), wkładki laktacyjne, stanik do karmienia, dłuższe stosowanie witamin dla dziecka (przypominam, że się czepiam :D);
  3. Wychodzenie do drugiego pokoju, bo nie przy każdym jednak można i chce się karmić. Z 2. str. ostatnio karmiłam zasłonięta tetrą w parku i dzięki temu byliśmy około 6 godzin na spacerze i zjedliśmy obiad w restauracyjnym ogródku, gdy M. ślicznie spał, po swoim obiadku;
  4. Rzadko słyszę o początkach i wzajemnym uczeniu się sztuki karmienia. Już pierwsze przystawiania były dla mnie fantastyczne, ale ja mam wyjątkowe szczęście, bo od razu miałam pokarm, a noworodek ważący 4352 g ma siłę by ssać. Problemem był błąd na odddziale, bo kazali mi go cały czas przystawiać = zmacerowane brodawki (znakomicie się sprawdza witamina A+E roztarta na nich, lepiej niż moje mleko czy bepanthen, tylko trzeba myć przed karmieniem niestety). Właściwie część chyba mi zjadł, co się wiązało z bólem przez kilkanaście dni nim się zaleczyły. Sięganie po pierś przypominające "Szczęki", szybkie dziobnięcie, bo przecież jestem głodny i zassanie z maksymalną siłą, jak źle chwyci, to odzyskujemy brodawkę i próbujemy dalej, bo inaczej ból, a przepływ mleka średni lub nawet zerowy. Zastoje i nawał mleczny...
  5. Wstawanie w nocy, nie ma, że boli, tylko ty możesz nakarmić, mąż pomaga podając, odbijając, ale nie prześpisz żadnego karmienia. Początkowo koszmar, bo są częste, teraz bez problemu i miłe powitanie z rana, ale śpi od 21 do 5.30;
  6. Dieta matki karmiącej... chyba jest demonizowana. Np. ja muszę jedynie się obejść bez alkoholu, fast foodów, coli, cytrysów, nadmiaru czekolady, orzechów i białka (pół blachy sernika odpada ;)). Za to smażona kiełbasa czy inne problemowe pokarmy z opowieści znajomych mam nie sprawiają problemu, zero wysypek czy kolek po nich.

Może wpadnę na więcej niedogodności, to je dodam, ale mimo ewentualnych trudności, jestem szczęśliwa, że karmię. M. ma ponad trzy miesiące, a na razie nic nie zapowiada końca naszych chwil we dwoje. Polecam każdemu. To doświadczenie, które buduje niesamowią więź i zostanie w pamięci, podobnie jak pierwsze kopniaki w ciąży, na długo, jeżeli nie na zawsze, ale nie jest jedyne, więź i poczucie bliskości buduje się tysiącami małych czynności, dlatego jeżeli nie możecie karmić piersią, to sobie tego nie wyrzucajcie. Ciekawe czy lista niedoggodności karmienia modyfikowanym byłaby dłuższa?

A i coś ważnego - dla mnie. Pamiętam, jak Tomek karmił M. odciągniętym mlekiem, chciałam zaleczyć brodawki i sprawdzić, czy ewentualnie mogę ich zostawić na jedno karmienie. Patrzenie na jego radość było niesamowite. Cieszę się, że to widziałam. Mikołaj raczej tego źle nie odebrał, choć nie była to pachnąca mną pierś, a coś sztucznego, to wzamian otrzymał spokojny głos taty i jego radość.

czwartek, 19 maja 2011

Wczoraj byliśmy u księdza i załatwiliśmy wszystkie formalności. Mikołaj zostanie ochrzczony 19 czerwca o 12 :) Zaraz muszę wypisać zaproszenia i jeszcze dać karteczki do spowiedzi  chrzestnym. Chyba będzie największym chrzczonym bobasem, ale co tam, wcześniej nie było jak. Tylko w co ja go ubiorę? Te świecące ciuszki mi się nie podobają, więc pewnie normalnie, tylko elegancko - mam np. body koszulę białą w delikatne niebieskie paseczki, tylko czy będzie dobra i pewnie będzie już gorąco? Zobaczymy, za jakieś dwa tygodnie coś wyszukam. Większym problemem jest mój strój... bo przy biuście kobiety karmiącej dobranie czegokolwiek, to prawdziwa sztuka - niestety.

A w czym chrzciliście swoje pociechy?

niedziela, 15 maja 2011

Chusta, którą pożyczyłam do testowania leżała i leżała, ale zawsze było za gorąco lub chciałam iść daleko i nie byłam pewna czy dam radę. Dzisiaj pogoda idealna, spacer jedynie godzinny, bo wcześniej był długi. Spróbowaliśmy i polubiliśmy. Mikołaj się cieszy, bo podziwia świat z wysoka, do tego przytulony do mamy. Ja zyskałam swobodę ruchów, czyli mogę spokojnie iść do sklepu czy urzędu, ale jednak te 8 kg czuć, więc raczej długich spacerów w ten sposób nie będzie, chyba, że zacznę go na plecach nosić lub przekażę mężowi - test za tydzień. Bąbel wyglądał tak, na dworze doszła lekka czapka bawełniana i uśmiech:

chusta do noszenia dzieci

Nóżki ślicznie na żabkę, chyba mu było wygodnie, bo nie marudził. Zawiązałam z kieszonką i na krzyż, ale nie robiłam zabezpieczenia na głowę by mógł się rozglądać, a że główkę bardzo dobrze trzyma, to nie było potrzeby.

W piątek przeszliśmy się na długi - około 3 godzinny - spacer do centrum. Usiedliśmy na ogródku na bulwarze nad Wisłą i wypiłam kilka łyków piwa od T. - perwsze od roku, na moje życzenie zamówił Reddsa jabłkowego, jemu smakował średnio, a ja się delektowałam ;)

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze

Kontakt ze mną
kahlan84@gazeta.pl

Mój blog został wybrany blogiem miesiąca październik 2010 :)
Dziękuję

Sklep z pieluszkami wielorazowymi: