W lutym urodziłam syna. Bardzo wiele w moim życiu się od tego czasu zmieniło, przede wszystkim priorytety. Staram się dbać jak najlepiej o Mikołaja, jednocześnie nie zapominając o sobie i mężu. Czy mi się udaje? Trudno powiedzieć. Ważne, że próbuję.
wtorek, 01 listopada 2011

Zapraszam na:

http://kahlan84.blogspot.com/

20:03, kahlan84
Link Komentarze (5) »
sobota, 08 października 2011

Generalnie zakupów ciuchowych nie lubię, ale zdarzają się wyjątki, jak ten. Wspólny wypad z moimi mężczyznami :) Kupiłam sobie jeansy (granatowe i czarne), spodnie niby eleganckie, ale nie typowy kant i płaszcz jesienno-zimowy, a do niego apaszkę. Oj dawno na zakupach nie byłam. Najpierw chciałam zrzucić kg po porodzie, co poszło szybko i łatwo, ale zanim się wybrałam zaczęłam tyć i tak zostało. Na razie udaje mi się jedynie powstrzymać przybieranie kg, ale ta tarczyca mnie dobija. Jednak nadszedł czas i musiałam coś nowego kupić, bo chodzić w czymś trzeba, a utrata wagi na razie średnio realna - niestety.

Mimo wszystko humor mi ostatnio dopisuje. Mikołaj jest wspaniały, pogodny, właściwie jak nie śpi, to prawie cały czas się bawi i uśmiecha, oczywiście nie zapominajmy o jedzeniu :) Pierś musi być, choć sporo innych rzeczy je, to mleko mamy zawsze w nocy, rano i przynajmniej raz dziennie. Ciężko mi z tym skończyć, a że nie muszę, to tak się trzymam tych chwil. Wiem, że powinnam przystopować, bo szykują się wyjazdy na podyplomówkę, ale zobaczymy jak to będzie.

Mikołaj wchodzi w wiek, w którym sam się bawi w łóżeczku po przebudzeniu. Cudowna umiejętność. Fakt, że musi nas (przeważnie mnie, bo T. w pracy), widzieć, ale ładnie się sobą zajmuje nawet pół godziny. Coraz więcej potrafi i niezmiernie mnie tym zaskakuje. Codziennie widzę coś nowego, wspaniałego. macierzyństwo, to najlepsze co mnie mogło spotkać.

Nie wiem jednak co z drugim dzieckiem. Na pewno chcemy, ale najpierw muszę wyjaśnić sprawę tarczycy i serca. Wypadałoby schudnąć. Chcę też rozkręcić działalność, a jeżeli nie wyjdzie, to etatu poszukać, ale liczę na wersję a - optymistyczną :)

Magisterka zbliża się ku końcowi dwa-trzy tygodnie i powinno być po sprawie, nareszcie. Wtedy zacznę poważniej zajmować się innymi kwestiami.

Ogólnie wszystko bdb. Ostatnio coraz częściej myślimy o samochodzie, bo często doskwiera nam jego brak. Poza tym kombinujemy jak się aktywniej ruszać z małym. AquaBaby już prawie załatwione, teraz powoli szykujemy się na rowerowe wyprawy we troje, ale to przyszły rok, jak M. będzie mógł dać znać z siedzonka/przyczepki, że coś jest nie tak i będzie starszy, czyli trochę więcej wytrzyma. Zastanawiamy się też czyby gdzieś się nie wybrać na kilka dni w grudniu. Góry albo morze. Coś polecacie na wypad z dzieckiem?

P.S. Jutro kończy 8 miesięcy. I każdy dzień spędził ze mną :) Przerażające, że mnie to tak cieszy. Pozdrawiamy!

piątek, 07 października 2011

Już nie jestem dwa w jednym, to i wpisy nie dotyczą zawsze nas, a czasami tylko jednego z nas i jakoś to będę musiała rozdzielić, ale do rzeczy.

Na szczepieniu byliśmy już jakiś czas temu. M. zdrowy i wysoki ;) czyli ważył już 9,4 kg. O dziwo nie mam problemu z noszeniem go, więc pod tym tłuszczem muszę mieć mięśnie :) Dostaliśmy zgodę na basen i niedługo będziemy się pluskać. Kolejna wizyta za 4 miesiące, w końcu trochę odetchniemy od igieł.

Recydywa... i o co może chodzić? o... nocnik! już od kilkunastu dni go rano wysadzam tuż po przebudzeniu, na razie oswajam, więc raz dziennie wystarczy i proszę państwa od kilku dni mamy siusiu :) Kupując zastanawiałam się czy z czy bez melodyjki. Zawsze jakiś bodziec, bo mały kojarzy, że jest siusiu jest muzyczka, ale niestety były mniej stabilne, a że bąbel swoje waży, to wybór padł na "hipcia", który wygląda normalnie, ale z tyły ścianka sięga aż do dołu, a nie kończy się w połowie plus ma cztery niby nóżki, takie wystające do przodu antypoślizgi. Chyba jednak zrobię zdjęcie ;) Zaleta -łatwiej się czyści, nie ma problemu z baterią. Ogólnie polecam.

wtorek, 20 września 2011

Pisałam już o pierwszej próbie (tu) i mimo ogólnie pozytywnych wrażeń, jakoś długo po nią ponownie nie sięgałam, aż do teraz. Musiałam oddać krew do testów, nie miałam z kim zostawić M., a laboratorium na piętrze bez wind itp., a nie chciałam wózka zostawiać. Zawinęłam Bąbla w chustę i w drogę. Szok! Było fantastycznie, ponad godzinę i nie czułam tych 9,5 kg. Cudownie się go nosiło, on też zadowolony, rozglądał się i pod koniec smacznie zasnął. Nadal wzbudzaliśmy małą sensację, bo jednak mimo wszystko chusty jeszcze aż tak popularne nie są. Zaczepiły mnie dwie starsze panie i wypytały czy sama mogę wiązać, czy ktoś jest potrzebny od kiedy i do kiedy można tak nosić dzieci, czy mi wygodnie i tysiące innych podobnych pytań. Nie wiem dlaczego za pierwszym razem, aż tak pozytywnie nie byłam nastawiona, chyba odrobinę za nisko usadowiłam M., teraz był wyżej i dużo lepiej mi się go dźwigało. Wielkim plusem był kontakt jaki z nim miałam. Polecam i jeszcze raz polecam. Tak myślę, że może jeszcze byłam osłabiona po porodzie może?

Z aktualnych wydarzeń. Byłam u kardiologa, nie jest źle, teoretycznie drugie dziecko mogę mieć bez wcześniejszego leczenia, pod warunkiem, że endokrynolog nie będzie miał przeciwwskazań i tu niestety na razie do końca nie wiadomo, bo przyczyn wahań hormonów może być kilka, osobiście mam nadzieję, że się okaże, że to jedynie zapalenie tarczycy po porodzie i nic więcej, ale muszę sprawdzić za jakiś czas wyniki i porównać, by zbadać tendencję i wtedy więcej się dowiem.

Wspomnienia, to dziwne jak niewielkie rzeczy, czynności mogą je wywoływać. Dzisiaj wyjątkowo zamiast mleka do inki użyłam zabielacza i złapałam się na tym, że mieszam ze sobą składniki dokładnie jak mój dziadek. Taki drobiazg, a zawsze, gdy robię w ten sposób kawę o nim myślę, wręcz go widzę w jego kuchni, jak przygotowuje kawę, pamiętam jak się przy tym uśmiechał, co mówił. Uwielbiam to wspomnienie, jednocześnie przynosi ból, bo wiem, że już się nigdy nie powtórzy, a jednak jest kilka takich złapanych chwil i dzięki temu nadal przy mnie jest.

czwartek, 01 września 2011

Tak na 100% wszystko jest dobrze, a tak się martwiliśmy. Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam o naszych podejrzeniach i obawach, potwierdzonych przez pediatrę, rodzinnego i laryngologa. Dostaliśmy skierowanie na audiologiczne badanie obiektywne. Data wydawała mi się strasznie odległa, ale się doczekaliśmy. Wczoraj pojechaliśmy i mały problem. Mikołaj musiał spać, a wcale się na to nie zanosiło, choć był zmęczony i wizyta przypadała na jego porę snu. Nie pomogła, pierś, spacer, kołysanie, rozglądał się po nowym otoczeniu i gaworzył w najlepsze (już często powtarza ma, ta, da, ba, ble, go, gu, pu itp. cudowne dźwięki) - ostatnio tak się rozgadał na mszy z najwspanialszym "mamamama". W końcu zasnął na mnie po kolejnym karmieniu, pielęgniarka podłączyła sprzęt i na szczęście wynik bdb. Najgorsza była ta niepewność i lęk, widok małego oklejonego plastrami też smutny, ale najważniejsze, że wszystko dobrze. T. cały dzień co chwilę wykrzykiwał, że słyszy. Kupiliśmy mu od razu zabawkę z dźwiękiem, ot tak dla podkreślenia tego wspaniałego faktu, a Bąbel cieszył się w najlepsze i chyba nawet jazda pociągiem go nie zmęczyła. Przy okazji poznałam też znajomych T. z pracy, bo musiał L4 zanieść - znowu była  w szpitalu - tegoroczny sierpień jest pełen smutnych wydarzeń.

Dawno nie pisałam, a mam tyle nowych rzeczy do opisania, choćby siateczkę do jedzenia, nowy nocnik, nietypowy gryzaczek, pieluchomajtki, moje małe sukcesy w chudnięciu i w efekcie tego nową koszulkę nocną z rodzaju kobiecych i seksownych a nie matczynych, choć i dostęp dla synka jest ułatwiony. Tymczasem idę podziwiać jak śpi i wracam do pisania mgr. Pozdrawiam wszystkich zaglądających.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31

Kontakt ze mną
kahlan84@gazeta.pl

Mój blog został wybrany blogiem miesiąca październik 2010 :)
Dziękuję

Sklep z pieluszkami wielorazowymi: